środa, 6 sierpnia 2008

Sens życia

Bezrobocie wbrew pozorom ma również swoje dobre strony,oprócz tego, ze można przesiedzieć cały dzień w domu, popadać w coraz większy nałóg tytoniowy, oglądać filmy i kontestować swoje obecne położenie na rynku pracy można również odnowić stare znajomości i przemyśleć kwestie dotyczące sensu życia.

Dzisiejsza rozmowa z moim znajomym skierowała moje myśli ku odwiecznemu i dość absurdalnemu pytaniu właśnie o sens życia.Jest to kwestia dość frapująca biorąc pod uwagę fatalne położenie człowieka we wszechświecie, ogólną sytuacje związaną z brakiem pewności co do ludzkiego pochodzenia oraz naszą skandaliczną krótkowiecznością.Gdy zreasumujemy wszystkie te czynniki nie można już mieć wątpliwości, że pytanie o sens życia, można nazwać retorycznym a w porywach nawet bezsensownym. Żenującym banałem będzie jeśli napiszę, że dla jednych sensem życia będzie miłość,dla innych praca,a dla innych wiara w cokolwiek co odsunie od nich pytanie o ów sens.Gdy zaczynam zastanawiać się nad tego typu niepotrzebnymi kwestiami nagle pojawia się nieodparta ochota obejrzenia po raz wtóry filmu o jakże niosącym nadzieje tytule "Sens życia wg.Monty Pythona".Dla (mam nadzieje nielicznych) niewtajemniczonych jeśli chodzi o twórczość angielskich komików(i jednego Amerykanina;)) przedstawiam upragnioną odpowiedź na odwieczne pytanie o sens istnienia -"To nic nadzwyczajnego:Bądź miły dla ludzi, nie obżeraj się, czytaj książki, chadzaj na spacery i próbuj żyć w zgodzie z ludźmi innych wyznań i narodowości”.Natomiast w filmie "Autostopem przez galaktykę"na Ostateczne Pytanie dotyczące Życia, uzyskujemy lapidarną odpowiedź-42. Myślę, że rozwiałam tym wszystkie nasze odwieczne wątpliwości dotyczące sensu życia.I po jakiego nam w tej sytuacji Martin Heidegger, jego pytanie "Dlaczego jest raczej coś niż nic?"i cały ten fenomenologiczny bałagan?

Brak komentarzy: